Autor prezentacji
Justyna Krajewska
Sukces rehabilitacji nie kończy się na sali fizjoterapeutycznej. Prawdziwa walka o sprawność odbywa się w domu, a rodzina to najważniejsze wsparcie pacjenta.
Edukacja rodziny musi być dostosowana do specyfiki schorzenia pacjenta.
Niedowład połowiczy, zaburzenia czucia, afazja.
Sztywność mięśniowa, zastyganie, drżenia spoczynkowe.
Zaburzenia pamięci, orientacji i apraksja (zapominanie jak wykonać ruch).
Rodzina często odruchowo pomaga od strony zdrowej. Musimy ich nauczyć, że kluczem jest bodźcowanie strony chorej.
Głównym problemem dla rodziny jest tzw. "zastyganie" (freezing) - moment, gdy stopy pacjenta nagle przyklejają się do podłogi.
Gdy pacjent zastyga, ciągnięcie go na siłę spowoduje upadek. Uczymy rodzinę głośnego liczenia: "Raz, dwa, raz, dwa" lub klaskania. Rytm omija uszkodzone obszary mózgu i inicjuje krok.
Rodzina może położyć przed pacjentem stopę lub kij od miotły z poleceniem: "Przejdź NAD moją nogą". Konkretny cel wizualny odblokowuje ruch.
Zawracanie "w miejscu" powoduje najwięcej upadków. Uczymy rodzinę, by pokazywali pacjentowi, jak zawracać po dużym łuku (tzw. "U-turn"), zamiast obracać się na jednej pięcie.
Ciało może być sprawne, ale mózg "zapomina" wzorców ruchowych. Rodzina często czuje bezsilność, gdy pacjent nie reaguje na polecenia.
Słowa przestają działać. Uczymy rodzinę, by stawali naprzeciwko pacjenta i sami wykonywali ruch. Mózg otępienny reaguje na "lustrzane odbicie".
Usunięcie dywaników (ryzyko poślizgu), odpowiednie oświetlenie, kontrasty (np. kolorowa deska klozetowa ułatwia celowanie).
Zmuszanie pacjenta rodzi agresję. Rodzina musi wiedzieć, by przy sprzeciwie odpuścić, uśmiechnąć się i spróbować za 15 minut z inną zachętą.
Rodziny notorycznie przeciążają plecy. Uczymy zasady: środek ciężkości nisko, praca na ugiętych kolanach, plecy proste. Pacjenta przetaczamy, a nie dźwigamy.
Edukujemy o możliwościach: pasy transferowe (chwyty za pas, a nie za ubranie pacjenta), śliskie maty, dyski obrotowe. Sprzęt to nie luksus, to konieczność.
Największy błąd rodziny: podnoszenie pacjenta "pod pachy" do góry. Należy nauczyć rodzinę transferu metodą "punktów kontrolnych" (np. miednica i łopatka) i dawać pacjentowi czas na reakcję i samodzielne przeniesienie ciężaru ciała.
Edukacja w zakresie powikłań jest kluczowa. Rodzina musi zrozumieć, że samo prawidłowe ułożenie w łóżku (pozycjonowanie) to już pierwsza forma terapii i ratowanie życia.
Nauka zmiany pozycji co 2-3 godziny. Rodzina musi wiedzieć, gdzie są punkty ucisku (pięty, kość krzyżowa, łokcie). Uczymy odciążania, poprawnego wygładzania pościeli i stosowania materacy przeciwodleżynowych.
Jeśli stawy pacjenta nie będą regularnie zginane i prostowane, po kilku tygodniach stwardnieją nieodwracalnie. Instruujemy, jak wykonywać bezpieczne, bezbólowe ćwiczenia bierne i tzw. ułożenia antyspastyczne.
Długotrwałe leżenie powoduje zaleganie wydzieliny. Pokazujemy rodzinie, jak pionizować pacjenta (siad wysoki) do karmienia oraz jak zachęcać do prostych ćwiczeń oddechowych (np. dmuchanie przez słomkę).
Rodzina, z miłości i pośpiechu, często karmi, ubiera i myje pacjenta, nawet jeśli potrafi on zrobić to sam, tylko wolniej. To prosta droga do tzw. wyuczonej bezradności.
Rehabilitacja to sinusoida. Przyjdą dni, gdy pacjent odmówi współpracy, a rodzina wpadnie we frustrację. Jak ich na to przygotować?
Tłumaczymy, że gniew pacjenta nie jest wymierzony w rodzinę, lecz w jego własną bezradność. Pozwalamy bliskim zrozumieć, że pacjent ma prawo do gorszego dnia. Odpuszczenie na kilka godzin to nie porażka.
Rodzina często patrzy na cel końcowy ("Kiedy on będzie chodził?"). Uczymy ich celebrować mikrosukcesy: "Dzisiaj samodzielnie utrzymał szklankę". To buduje motywację obu stron.
Opiekun domowy wypala się najszybciej. Edukacja to też uświadomienie, że zmęczony, obolały członek rodziny nie pomoże pacjentowi. Zwracamy uwagę na konieczność rotacji obowiązków domowych.
Edukacja rodziny to proces, który wymaga naszej empatii, czasu i cierpliwości. Uświadamiając ich, tworzymy dla pacjenta bezpieczne środowisko do zdrowienia.